RUCHOME ŚWIĘTA – Spotkanie z Krzysztofem Kuczkowskim

Gnieźnieński Klub Literacki wznowił działalność niedawno, a może zaskoczyć pomysłami i skutecznością w ich realizacji. Tak było i tym razem, czyli 19 maja na wieczorze autorskim z Krzysztofem Kuczkowskim.

 Spotkanie prowadzone przez Michała Domagalskiego, ostrzeszowskiego poetę, rozpoczęło się od laudacji dr Wojciecha Grupińskiego na cześć Kuczkowskiego i choć wśród młodszej części widowni swoją podniosłością mogła wzbudzić strach przed twórczością autora, po spotkaniu twierdzę – niektórym podniosłość może się należeć.

Następnie artysta został uhonorowany Medalem Koronacyjnym za zasługi dla kultury Gniezna, gdyż co warto zaznaczyć – w Gnieźnie się urodził i przez lata współtworzył Niezależną Grupę Poetycką „Drzewo”.

 Michał Domagalski, zaczynając od nawiązań do Miłosza i jego opinii o stałości w poezji i życiu, poprosił poetę o przeczytanie kilku wierszy z tegorocznego tomiku „Ruchome Święta”, co też uczynił. Potem raczył widownię jeszcze kilkoma utworami z tomu „Kładka”, a swoje czytania okraszał luźnymi i mniej poetyckimi anegdotami z życia prywatnego, które stały się przyczynkiem dla prezentowanych dzieł.

 Jedna z klubowiczek słusznie powiedziała po spotkaniu, że Kuczkowskiemu i jego poezji towarzyszy swego rodzaju dwubiegunowość i jest to chyba najtrafniejszy opis tego, jakim zaskoczeniem okazała się dwoistość twórczości. Z jednej strony artysta jest człowiekiem piszącym mistycznie, głęboko wierzącym, z drugiej zaś na trwałe przyległym rzeczywistości, o której rozprawia z nie lada ironią.

 Nie zabrakło pamięci o przedwcześnie zmarłym bracie Sławomirze, który zapisał się w kulturalnej pamięci Gniezna zwłaszcza poprzez działalność jego Teatru Wizji i Medytacji „Czerwona Główka”.

Temu poświęcony był kolejny segment wydarzenia. Teatr „W Depozycie” wystawił dedykowany mu spektakl „Pan Sławek Wernisaż IV”, wykorzystujący rekwizyty z teatru zmarłego i wiersze z tomu „Piętno”, jak również „Twarze Chrystusa” malowane przez Elę Binkowską, ikony pędzla Malwiny Wójcik i anioły wykonane przez Aleksandrę Gross-Mikołajczyk.

Przedstawienie, które widziałem po raz drugi i po częściowym zbliżeniu się do działalności braci Kuczkowskich, dopiero teraz nabrało sensu. Sceny i słowa przestały wydawać się przypadkowe, zyskały dodatkowy wymiar. Klimat przedstawienia jest raczej ciepło niepokojący, a co najtrudniejsze, nie zostało przegadane.

 Aktorzy pożegnani brawami mogli wraz z innymi zamienić kilka słów z autorem, czy poprosić o dedykację w książce.

Wartość spotkania dla młodszych, mam nadzieję, miała wymiar dydaktyczny i otwierający, a dla starszych – sentymentalny. I chyba nikt z obecnych nie opuścił MOK-u z pustą od rozważań głową.

Źródło: www.popcentrala.com